Najśw. Serce Jezusa a kapłaństwo cz. 3

CZY TO NIE JEST ZBYTNIE WYWYŻSZANIE POSTACI KAPŁANA?

W tym miejscu wypada odpowiedzieć na ewentualne pyta­nia, jakie może nasuwać doktryna M. Ludwiki Małgorzaty. Czy to nie nadmierna przesada utożsamiać kapłana z Jezusem, tak jak ona to przedstawia? Czy rola kapłana i postawienie nieodzowności jego roli nie stanowi ryzyka zbytniego wywyższa­nia kapłana?

Rozważmy dwa urywki, które mogą nam pomóc w tym względzie:

• ODNOŚNIE DO TOŻSAMOŚCI KAPŁANA Z CHRYSTUSEM

Kapłan łagodny i pokorny, idący drogami tego świata jest nie tylko kapłanem Jezusa. To sam Jezus, który zstąpił z wyso­kości, który uniżył się z miłości, a świętość kapłana jaśnieje tym bardziej, im bardziej jest pokorny. Chyba pokora stanowi największy urok człowieczeństwa Chrystusa.
Pokora nadaje działalności kapłana, jego słowu, podobny urok, czyni całkowicie podobnym do Chrystusa (Il Sacro Cuore e il Sacerdozio, p. II, cap. VI).
Wypada zaraz zauważyć, że w tym wypadku mamy do czynienie z charakterystycznym dla owego czasu sposo­bem wypowiadania się. Nie tylko książki religyne, ale i oficjal­ne dokumenty Kościoła mówiły o kapłanie jako o „drugim Chrystusie”. W Ekshortacji do kleru Haerent animo Piusa X (4 sierpnia 1908 r.) czytamy następujące słowa:
Kapłan jest drugim Chrystusem, jest nim faktycznie, po­nieważ kapłanowi udzielił Chrystus swojej władzy. Powinien więc stawać się drugim Chrystusem i być uważanym za takiego w realizacji dzieła Chrystusa (nr 16).
Nic dziwnego, że również M. Ludwika Małgorzata użyła tego określenia. Nie oznacza to jednak dorównywania Chrys­tusowi, wynika to z interpretacji Kościoła – jak tego dowodzi dopiero co przytoczony urywek wypowiedzi Piusa X. Kapłan jest utożsamiany z Chrystusem pod względem udzielanej mu władzy złączonej z sakramentem kapłaństwa. Do tej iden­tyfikacji trzeba dodać osobiste staranie o wierność, i to właśnie akcentuje Matka. Można powiedzieć, że identyfikacja jest pun­ktem odniesienia, wg nauki Kościoła, i przypomina kapłanowi o obowiązku nabywania tych cech kapłańskich, które posiadał Jezus Chrystus. Pod tym względem można mówić o identycz­ności kapłana z Chrystusem i Jego Sercem. Zauważmy jeszcze, że kapłan utożsamiany z Chrys­tusem w przytoczonym tekście to kapłan łagodny i pokor­ny. Te zalety nie stanowią wyposażenia osoby wywyższającej się, lecz raczej osoby uniżającej się i gotowej służyć, tak właśnie, jak to czynił Jezus. Dlatego można powiedzieć, że utożsamianie się z Chrystusem jest wymogiem poważnego traktowania kapłaństwa. Należy naśladować Chrystusa, który umiłował darmo i totalnie, i temu zaleceniu winien dorównywać kapłan. Nie powinien zadowalać się dobrym wypełnianiem swojej roli, lecz winien podejmować trud ewangelizacji jako własny i dawać siebie totalnie i bezin­teresownie -jak Chrystus.

• ODNOŚNIE DO ROLI KAPŁANA

Bóg w swojej mądrości i miłości uczynił pewien rodzaj tajemniczej drabiny lub, jeśli wolimy, łańcucha łączącego stworzenia z Bogiem. A więc lańcuch ten lączy stworzenia nierozumne z człowiekiem, człowieka z kapłanem, a kapłana z Chrystusem i na koniec Chrystusa z Bogiem. Ze źródła Miłości Nieskończonej wypływają wszystkie łaski i dobrodziej­stwa po tej samej drabinie miłości i dochodzą aż do najniż­szych, najmniejszych stworzeń: od Boga -Miłości Nieskończonej do Chrystusa, od Chrystusa do kapłana, od kapłana do wszy­stkich ludzi, a od ludzi do stworzeń poniżej człowieka.
Nieskończona Miłość przychodzi i powraca w ten właśnie sposób, tą drogą, jest to wieczny przypływ i odpływ, od Boga do stworzeń i od stworzeń do Boga (Il Sacro Cuore e il Sacerdozio, Elevazione XI).
Współczesna mentalność z trudem pojmuje taką strukturę, ponieważ obecnie chętniej myśli się o istnieniu nieskończonych możliwości w Bogu, by następnie przejść do człowieka. Kapłan
– niezbędny pośrednik wydaje się być niepotrzebny.
Słowa Matki Ludwiki Małgorzaty zdają się mieć taki właśnie wydźwięk, ale -jak już zaznaczyliśmy – mają również wymowę swego czasu. Czytając wszystkie pisma Matki, można bez trudu zrozumieć, że umie przemawiać ona do kapłanów bezpośrednio, zarówno do kapłanów-sług, jak i do kapłanów wynoszących się ponad innych. Dowodem tego jest następują­cy tekst:
Bardzo dalekim od Boga byłby taki kapłan, który gardząc apostolatem wśród prostych ludzi, niewykształconych, kiero­wałby się tylko do intelektualistów, czy też do tych, do których los się uśmiechnął; któremu byłoby niewygodnie w ubogim, skromnym kościółku wiejskim czy gdzieś na peryferiach, a czuł­by się w swoim żywiole na ambonach wielkich bazylik. Albo który sądziłby, że ujmą byłoby dla niego katechizowanie dzieci lub nawiedzanie ubogich. Prawdziwie Chrystusowy kapłan nie uważa niczego za coś zbyt niskiego dla siebie. Dobrze wie, jaka jest wartość każdego człowieka, dobrze wie, jaka jest wartość Krwi Chrystusa. Chrystus dla uratowania jednego człowieka bez wyrachowania poświęca cały swój czas, wszystkie swoje siły, całe swoje życie. Kapłan po myśli Chrystusa godzi się być niczym i zapomnianym, byle tylko przyczynić się do Jego chwały choćby w najmniejszym stopniu (II Sacro Cuore e il Sacerdozio, p. I, cap. VI).
Po tych słowach nie ma żadnych podstaw do obawy o zbyt­nie wywyższanie kapłana.

KAPŁAN – ŻYWY WIZERUNEK CHRYSTUSA

W rozdziałach drugiej części dzieła Il Sacro Cuore e il Sacerdozio M. Ludwika Małgorzata omawia główne zalety kapłana według Serca Jezusowego, tj: ducha modlitwy (r. II), dawanie siebie (r. DI), troskę o chwałę Bożą ( r. IV), słodycz (r. V); pokorę (r. VI), czystość (r. VII), miłosierdzie (r. VIII), a przede wszystkim miłość (r. IX).
Oprócz tych zasadniczych cnót, również inne, o których mówi tekst, uzupełniają sylwetkę kapłana. Oto one: umiłowa­nie prawdy (przypomniane 22 razy, co świadczy o wielkiej doniosłości, wymaga wewnętrznej czystości intencji, szczerości itd.), duch ofiarności, zdolność do radości i przekazywania jej (to wymaganie powtarza się wiele razy i wskazuje na kapłana pogodnego, otwartego, który z łączności z Najśw. Sercem Jezusa czerpie siły do działania i osobistego pożytku duchowe- go), umiejętność pocieszania, oddanie się, roztropność, wierność, dyspozycyjność, męstwo w znoszeniu chorób, pozwalające lepiej oceniać kapłana narażonego na ludzkie dolegliwości, następnie delikatność, łagodność, cierpliwość, bezinteresowność, duch umartwienia, studium, prostota, zaufanie, posłuszeństwo.
Na podstawie globalnej oceny tych zalet można lepiej zrozumieć więź, jaka zachodzi między kapłaństwem ustano­wionym a Najśw. Sercem Jezusa. Widać od razu, że nie chodzi o żadne sentymenty, lecz wysoce duchowe podejście do tego zagadnienia. Nigdy M. Ludwika Małgorzata nie faworyzuje duchowych pociech, jakoby Najśw. Serce Jezusa przyciągało kapłanów po to, by ich pocieszać. Jeśli jednak ten aspektmiałby faktycznie miejsce jako najwyższy owoc miłości – prze­cież kapłan prawdziwie zjednoczony z Chrystusem doznaje pocieszenia pośród utrapień – to należy to do porządku ontologicznego. To pokrzepienie podtrzymuje kapłana w głębiduszy, by był zdolny przybliżać ludziom Boga.
Te przytoczone zalety, przenikając do głębi życie kapłana, czynią go prawdziwie żywym wizerunkiem Jezusa w Jego odnoszeniu się tak do Boga, jak i do ludzi (pokora i łagodność).
Chciałbym zwrócić uwagę na jedną zaletę, która może czynić wrażenie nieco triumfalnej, a jednak jest wyraźnym znakiem zdolności wnikania w rzeczywistość Bożą. Tą zaletą jest troska o chwałę Boga.
Święty Ireneusz pisał: Chwata Boga jest człowiek żyjący (Adversus haereses 20, 7). Ta prawda docierająca do nas poprzez wieki stanowi interpretacyjny klucz, pozwala zrozumieć, że chwała Boga polega na udzielaniu życia człowiekowi. Nie tylko żyjący człowiek wchodzi tu w grę, lecz człowiek odkupiony i całkowicie odzyskany przez łaskę.
Troską o chwałę Boga winien kierować się kapłan podobnie jak Boski Mistrz, o którym Matka pisze: gorliwość, żarliwa troska o chwalę Boga i zbawienie ludzi wyniszczała i pochłaniała Jezusa (II Sacro Cuore e il Sacerdozio, p. H, cap IV).
Kapłan odzwierciedlający Chrystusa taki właśnie powi­nien być nie ze względu na triumf, lecz ze względu na zbawie­nie ludzi.
Trudno powiedzieć, czy Matka chciała położyć większy akcent na jakąś konkretną zaletę. Skoro miłość jest największą zaletą obejmującą wszystkie inne, to sądzę, że nie pomylę się twier­dząc, iż jeżeli Matka chciała wyróżniać którąś z tych cnót, to właśnie miłosierdzie charakteryzujące kapłana w odniesieniu do Chrystusa.
NAZYWAJ MNIE MIŁOSIERDZIEM

Znamienne są zapiski Matki z Wielkiego Piątku 1900 r., kiedy objawienie się Jezusa Matce nie miało takiego ukierun­kowania, jaki przybierze później, to znaczy zwrócenia uwagi na kapłaństwo. Czytamy tam m.in.:
Pewnego dnia, kiedy klęczałam u stóp Jezusa i zwałam Go jedynym Dobrem mojej duszy, najwyższą Miłością mego serca, nieskończonym Skarbcem wszelkiego bogactwa, zakończyłam, mówiąc do Niego: „Mój Mistrzu, jak chcesz, by Cię zwano?” Odpowiedział mi: „Nazywaj Mnie miłosierdziem!” (Zapiski osobiste, 13 kwietnia 1900 r).
Trudno powiedzieć, co się kryje pod tymi słowami, ale opierając się na wypowiedzi św. Jana od Krzyża, wiel­kiego mistrza w dziedzinie „substancjalnych słów mowy” dochodzi się do przekonania, że jedno takie słowo sprawia w duszy większe dobro od tego, jakiego mogłaby dokonać w ciągu całego życia (Wejście na górę Karmel, księga 2., rozdz. 31, 1) oraz że:
Bóg udziela niektórym duszom daru mowy substancjal­nej, która ma ogromne znaczenie i wartość, że jest dla nich życiem, cnotą i niezrównanym dobrem (tamże).
Matka Ludwika Małgorzata była do głębi przeniknięta tymi słowami, które między innymi znamionowały obraz Najśw. Serca, jaki namalowała, a który znajduje się w Domu Macierzystym w Vische.
Na aureoli otaczającej głowę Jezusa napisała bardzo zna­mienne słowa: Misericordiam volo, wyrażając nimi bardzo wymownie istotę Najśw. Serca Jezusa.
Ewangelie obszernie przypominają to miłosierdzie, stanowiąc echo starotestamentowego napomnienia:
Chcę raczej miłosierdzia niż ofiary (Mt 9, 13; Oz 6, 6).
W kantyku Matki Bożej miłosierdzie otwiera Nowe Przymierze:
Ujął się za sługą swoim, Izraelem, pomny na miłosierdzie swoje (Łk l, 54).
Nadto proponowane błogosławieństwo: Błogosławieni miłosierni, albowiem oni miłosierdzia dostąpią (Mt 5, 7).
Nie należy również zapominać o przypowieściach i czy­nach Pana Jezusa. To właśnie miłosierdzie Matka Ludwika Małgorzata przypomina kapłanowi pragnącemu żyć prawdzi­wie wedle Serca Jezusa, Boskiego Mistrza. W związku z tym pisze:
Ukazywać Jezusa w Jego najmilszym i najbardziej po­ciągającym aspekcie, starać się, by ta świadomość miłosier­dzia przenikała do głębi człowieka, uwrażliwiała ludzi na zaufanie i miłość – oto zadanie kapłana. Jednak jego słowa niczego nie sprawią, jeśli sam nie będzie uczniem Jezusa współczującym grzesznikom. Musi to uwidaczniać się w tro­sce o zbawienie ludzi, trzeba – wzorem Jezusa – szukać zabłąkanych owiec i nie zniechęcać się przydługą i mozolną drogą. A kiedy odnajdzie się takowych ludzi, okrytych rana­mi grzechu, trzeba im okazać miłosierdzie, pochylić się nad nimi, nalać oliwy na ich rany, wziąć ich na ramiona i przy­bliżyć do Pana.
To ogromna radość dla kapłana być szafarzem miłosier­nego Boga. Serce powinno mu się rozpływać w piersi, gdy w imieniu Jezusa mówi do grzesznika: „Ja cię rozgrzeszam”. Nigdy Bóg nie jest tak wielki, jak przebaczając! Również kapłan przebaczający i rozgrzeszający jest najbardziej bliski Bogu i autentycznie Jezusem. (II Sacro Cuore e il Sacerdozio, p. II, c. VIII).
Iluż kapłanów jest bardzo powierzchownych i ogranicze­nie mówi o miłosierdziu Bożym, zapominając że prawdziwa mądrość zaczyna się od świętej bojaźni Boga.
Na zakończenie tej rozprawy możemy powiedzieć, że Matka Ludwika Małgorzata pragnie uwrażliwić kapłanów, by nie ograniczali się do zwykłego spełniania funkcji kapłańskich, lecz by dawali przykład wielkoduszności w każdej życiowej sytuacji tak zewnętrznej, jak i wewnętrznej. Najśw. Serce oczekuje tego od nich, by otworzyć się dla nich ze swoimi darami i zapewnić większą skuteczność ich pracy, posługiwa­niu.

Don Sandro Bonetti
Minusio (Szwajcaria)